Rządowy Fundusz Inwestycji Lokalnych: każdemu według potrzeb czy według barw politycznych?
1/3 środków przekazanych miastom na prawach powiatu w II etapie Rządowego Funduszu Inwestycji Lokalnych trafiła do 7 miast z okręgu wyborczego premiera – wynika z analizy Forum Idei Fundacji Batorego.
FINANSE
money3.jpg
fot. Pixabay

Forum opublikowało kolejną analizę rozdziału funduszy w ramach drugiego etapu Rządowego Funduszu Inwestycji Lokalnych (cały raport - w załączeniu). Wcześniej powstał raport „Rządowy Fundusz Inwestycji Lokalnych - reguły podziału” autorstwa profesorów - Pawła Swianiewicza i Jarosława Flisa, z którego wynikało, że jest olbrzymia dysproporcja w podziale środków na korzyść PiS.

Przypomnijmy, że mimo nieprzejrzystej procedury zdecydowana większość samorządów zdecydowała się ubiegać o środki z RFIL. Według danych pozyskanych z Kancelarii Prezesa Rady Ministrów swoje projekty zgłosiło 2780 jednostek samorządu terytorialnego. To oznacza, że tylko ok. 30 samorządów zrezygnowało z tej możliwości. Z uwagi na to, że każdy samorząd mógł zgłosić nieograniczoną liczbę wniosków, ogólna liczba zgłoszonych projektów inwestycyjnych przekroczyła 10 tysięcy.

- I tu pojawia się pierwsze zasadnicze pytanie – w jaki sposób kilkuosobowa Komisja przy Premierze może dokonać rzetelnej i kompleksowej oceny takiej liczby wniosków? – czytamy w najnowszym raporcie Forum Idei. - Jest to zadanie absolutnie niewykonalne, zważywszy, że każdy z członków komisji zajmuje się jednocześnie wieloma innymi zadaniami. Nawet włączenie rozbudowanego aparatu urzędniczego w proces oceny wniosków nie byłby tu ratunkiem w obliczu braku szczegółowych, mierzalnych kryteriów oceny. Informacje ujawnione w ramach kontroli poselskiej przeprowadzonej przez parlamentarzystów Koalicji Obywatelskiej wykazały, że komisja nie odbyła ani jednego posiedzenia, a jedynie w bardzo krótkim czasie (doba) i w trybie obiegowym formalnie zatwierdziła rekomendacje dotyczące finansowania opracowane przez niewskazanych z imienia i nazwiska pracowników KPRM.

Autorzy raportu - dr hab. Dawid Sześciło, Adela Gąsiorowska, Radosław Łapszyński i Stanisław Zakroczymski - próbują prześledzić związek między rozstrzygnięciami dotacyjnymi a polityczną barwą samorządów. Ich badania można więc traktować jako komplementarne wobec tych przeprowadzonych przez profesorów Jarosława Flisa i Pawła Swianiewicza. Dotyczą one bowiem tej samej problematyki, operują w dużej mierze na tych samych danych, zbadanych zbliżoną metodologią.

Gminy
Bazując na danych Państwowej Komisji Wyborczej, autorzy raportu skonstruowali dwie grupy gmin (zawierające po 100 gmin), w których każdy z kandydatów uzyskał najwyższe poparcie w drugiej turze wyborów prezydenckich 2020 roku. Są to więc gminy o aktualnie najbardziej wyrazistej afiliacji politycznej, jeśli chodzi o preferencje mieszkańców.
- Różnice w skuteczności obu grup w pozyskiwaniu środków widać już na poziomie wartości bezwzględnych – czytamy w opracowaniu.- Gminy z „top 100” Andrzeja Dudy zarobiły ponad 126 mln zł, podczas gdy gminy z „top 100” Rafała Trzaskowskiego tylko 89 mln zł. Biorąc pod uwagę łączną wartość złożonych przez obie grupy wniosków, wskaźnik sukcesu rozjeżdża się jeszcze bardziej. Gminy wyraźnie popierające obóz rządzący uzyskały 18 proc. wnioskowanej kwoty, zaś gminy politycznie bliższe opozycji tylko 5,5 proc. 

Miasta na prawach powiatu
- Niestety, są podstawy, aby sądzić, że w odniesieniu do miast na prawach powiatu polityka wygrała z realną oceną potrzeb – piszą autorzy raportu. - Do miast na prawach powiatu trafiło w sumie 357 mln zł, czyli sporo poniżej 1/10 całkowitej alokacji na gminy i powiaty łącznie, choć w miastach tych mieszka blisko 1/3 ludności Polski. Jeśli się zsumuje przyznane im dotacje, na mieszkańca przypadło tam zaledwie 55,33 zł, czyli nawet mniej niż w grupie stu gmin z największym poparciem dla opozycji. Jeśli wyłączyć Chełm i Zamość, średnia ta spadnie do 46,43 zł. Warto podkreślić, że znów średnia przyznanych na mieszkańca środków była wyższa w miastach, gdzie w drugiej turze wyborów prezydenckich zwyciężył Andrzej Duda. Bez dotacji musiała się obejść ponad połowa miast, w tym większość miast wojewódzkich, włączając Wrocław, Gdańsk, Kraków, Poznań, Lublin, Rzeszów, Białystok oraz Warszawę (wnioskowała o 1,2 mld zł). Wszystkie te miasta są rządzone przez prezydentów co najmniej dalekich od PiS, a poza Rzeszowem w wyborach prezydenckich triumfował tam Rafał Trzaskowski. Z dziesiątki miast na prawach powiatu, gdzie Rafał Trzaskowski wygrał najwyraźniej, tylko Leszno (z niezależnym prezydentem) uzyskało dotację.

Ponad 1/3 wszystkich środków przekazanych miastom na prawach powiatu trafiła do siedmiu miast wchodzących w skład okręgu wyborczego decydenta w sprawie dotacji, czyli premiera Mateusza Morawieckiego – Piekar Śląskich, Rudy Śląskiej, Mysłowic, Świętochłowic, Tychów, Katowic oraz Siemianowic Śląskich . Trafiło tam w sumie 132,5 mln złotych. Jedynym miastem na prawach powiatu w tym okręgu, które nie otrzymało dofinansowania, był Chorzów. Warto przy tym zwrócić uwagę, że Chorzów jest jedynym miastem w „premierowskim” okręgu wyborczym, które jest zarządzane przez prezydenta będącego członkiem Platformy Obywatelskiej.

Klintelizm samorządów
- Wiele wskazuje na to, że klientelizm stał się główną osią polityki władzy wobec samorządów i swoistym symbolem PiS-owskiego nowego centralizmu. Samorządu nie rozmontowuje się na poziomie jego ustrojowych fundamentów, ale wpaja się wspólnotom lokalnym i ich samorządowym liderom, że droga do skutecznego zaspokajania lokalnych bądź regionalnych potrzeb wiedzie przez polityczne związki z rządowymi czy partyjnymi decydentami. Władza wynagradza wspólnoty lokalne, które wybrały „właściwą” opcję polityczną, i karze te, które nie wykazują lojalności względem obozu rządzącego. To w kontekście pandemicznych kłopotów samorządów szczególnie bulwersująca strategia – piszą autorzy analizy - dr hab. Dawid Sześciło, Adela Gąsiorowska, Radosław Łapszyński i Stanisław Zakroczymski.

Załączniki:
Raport „Każdemu według potrzeb czy według barw politycznych?"


POZOSTAŁE ARTYKUŁY