Z danych wynika jednoznacznie, że miasta na prawach powiatu w dwóch ostatnich latach dołączyły do zdecydowanie dotąd najsłabszych – gmin miejskich. „Bogate duże miasta” to już przeszłość.

Rozpoczynamy cykl prezentacji dotyczących zmian w finansach gmin, z uwzględnieniem końcowych, pełnych danych za 2020 r. Potwierdzają one wstępną diagnozę, jaką sformułowaliśmy na podstawie danych z grudnia 2020 r., które nie uwzględniały jeszcze rozliczeń końcowych, dokonywanych na początku 2021 r.

Z danych wynika jednoznacznie, że miasta na prawach powiatu w dwóch ostatnich latach dołączyły do zdecydowanie dotąd najsłabszych – gmin miejskich. „Bogate duże miasta” to już przeszłość – i trzeba to przyjąć do wiadomości, zamiast uparcie powoływać się na wskaźniki obecnie już historyczne.

Dziś tylko kilka wstępnych, jakże wymownych liczb i wykresów.

Środki własne, którymi gminy dysponują na rozwój, to nadwyżka operacyjna (różnica między dochodami bieżącymi a wydatkami bieżącymi). W gminach miejskich to mniej niż 5% dochodów bieżących, a w miastach na prawach powiatu ok. 3,5%. Dla porównania, w gminach wiejskich wynosi ona 10,5% dochodów bieżących. Kwotowo wyniosła ona w ub.r.: w gminach miejskich – 1,4 mld zł, w miastach na prawach powiatu – 3,3 mld zł, a w gminach wiejskich aż 6 mld zł.

Nadwyżka operacyjna netto (po odjęciu spłat zadłużenia) w gminach miejskich to już tylko 1,5%, a w miastach na prawach powiatu spadła do zera (0,07%). Kwotowo w gminach miejskich to 426 mln zł a w miastach na prawach powiatu zaledwie 65 mln, podczas gdy w gminach wiejskich wciąż 4 mld zł.

Do tego dochodzą dochody majątkowe (głównie dotacje inwestycyjne). Te wzrosły w ub. roku, zarówno z funduszy UE jak i z I oraz częściowo II transzy RFIL. Razem wszystkie gminy uzyskały 24,2 mld zł, w tym 6,1 mld z RFIL. 4 mld zł to własne dochody majątkowe. Zatem z innych źródeł (głównie UE) było to 14,1 mld zł.

Wydatki inwestycyjne, generujące spore wpływy podatkowe do budżetu państwa, wyniosły jednak aż 34,8 mld zł, co oznacza, że reszta została sfinansowana z zaciągniętych zobowiązań, głównie z kredytów.

Zadłużenie gmin w ub. roku wzrosło o 7,6 mld zł, w tym miast na prawach powiatu, które utrzy­mały wysoki poziom inwestycji, aż o 5,7 mld zł. W konsekwencji dług miast na prawach powiatu stanowi dziś – w efekcie intensywnego finansowania rozwoju w ostatnich dwóch dekadach – blisko 43% ich dochodów ogółem z roku 2020. W in­nych kategoriach gmin dług stanowi od 20 do 25% ich rocznych dochodów.

Trzeba tu – znając różne podejście mediów do zadłużenia JST – przypomnieć trzy istotne okoliczności:

  • zadłużenie gmin jest bezpieczne, gdyż mieści się niemal wszędzie w indywidualnym wskaźniku warunków spłaty zadłużenia każdej z nich, co oznacza, że może być spłacone;
  • zadłużenie gmin powstaje wyłącznie dla finansowania rozwoju (zasadniczo - tylko na wydatki majątkowe);
  • dług samorządowy to mniej niż 7% łącznego zadłużenia sektora publicznego w Polsce.

Gdyby założyć, że cała nadwyżka operacyjna gmin musi być od teraz przeznaczana na pokrycie całego zadłużenia, gminy wiejskie spłaciłyby swoje zobowiązania w nieco ponad dwa lata, gminy miejsko-wiejskie – w 3,5 roku, gminy miejskie – w nieco ponad 4,5 roku, a miasta na prawach powiatu potrzebowałyby na to prawie 8 lat. Na szczęście są one rozłożone na dłuższe okresy czasu, jednak z drugiej strony widać, że potencjał rozwojowy dużych miast jest już mocno obciążony zaciągniętymi zobowiązaniami.

[komentarz – Andrzej Porawski; wykresy – Jan M. Czajkowski; dane – Ministerstwo Finansów]