W 2025 roku do szkół podstawowych poszło niemal 395 tysięcy siedmiolatków, a 2026 to kolejny rok gwałtownego spadku. Do 2032 roku liczba ta spadnie do około 244 tysięcy. Oznacza to ubytek ponad 150 tysięcy uczniów, czyli 38 procent w ciągu zaledwie siedmiu lat.
Skutki tego procesu będą widoczne w całym systemie edukacji. W praktyce oznacza to likwidację około 7,5 tysiąca oddziałów, czyli ponad jednej trzeciej obecnej sieci klas pierwszych. Równocześnie liczba etatów nauczycieli edukacji wczesnoszkolnej spadnie o ponad 16 tysięcy.
Najważniejszy wniosek z badania jest jednoznaczny - za nadchodzące zmiany nie odpowiadają migracje ani zgony dzieci. Główną przyczyną jest gwałtowny spadek liczby urodzeń. W 2019 roku w Polsce urodziło się prawie 375 tysięcy dzieci. W 2025 roku liczba urodzeń wyniosła już tylko 238 tysięcy. To spadek o ponad jedną trzecią w ciągu sześciu lat. Co istotne, wszystkie roczniki dzieci, które będą rozpoczynać naukę w szkołach do 2032 roku, są już znane na podstawie rzeczywistych danych o urodzeniach. Oznacza to, że nie mamy do czynienia z prognozą opartą na założeniach czy scenariuszach, lecz z konsekwencją procesów demograficznych, które już nastąpiły.
Skala zmian będzie różna w zależności od rodzaju gminy. Najsilniej odczują je małe gminy wiejskie, gdzie liczba oddziałów klas pierwszych spadnie średnio o prawie połowę. W największych miastach spadek wyniesie ponad jedną trzecią obecnego stanu. Jednocześnie to właśnie duże miasta poniosą największe straty w liczbach bezwzględnych. W zaledwie pięciu procentach największych gmin będzie o ponad 4 tysiące mniej oddziałów klas pierwszych.
Szczególnie niepokojący jest wzrost liczby gmin, w których nie będzie wystarczającej liczby dzieci do utworzenia samodzielnego oddziału klasy pierwszej. W 2025 roku takich gmin było 38. W 2032 roku będzie ich już 356, czyli niemal dziesięć razy więcej. Pokazuje to, że problem dotknie co siódmą gminę w Polsce.
Autorzy analizy ZMP, która już wkrótce w całości zostanie opublikowana na stronie miasta.pl, podkreślają, że samorządy powinny już dziś przygotowywać strategie dostosowania szkół do nowej rzeczywistości demograficznej. W mniejszych gminach oznacza to m.in.: tworzenie wspólnych sieci szkól, organizację dowozu dzieci do większych placówek, tworzenie filii szkolnych, wspólne prowadzenie zajęć pozalekcyjnych dla kilku szkół oraz nowe zagospodarowanie niewykorzystywanej przestrzeni edukacyjnej. W dużych miastach konieczne będą natomiast takie działania jak: weryfikacja istniejących sieci szkól, stopniowe dostosowywanie zatrudnienia do zachodzących zmian, zdefiniowanie nowych funkcji dla niewykorzystywanych powierzchni. Podkreślić należy, że redukcja jest naturalną okazją do podniesienia jakości. W obu sytuacjach niezbędna jest jednak debata obywatelska i wzmocnienie roli edukacji w rozwoju miast i gmin.
Jak podkreślają autorzy raportu, nie jest to kryzys, który dopiero nadejdzie. To zmiana, której skutki są już zapisane w liczbie urodzeń z ostatnich lat. Samorządy, dyrektorzy szkół i państwo mają jeszcze czas na spokojne przygotowanie się do nowych warunków, lecz z każdym rokiem przestrzeń na planowe i bezkonfliktowe działania będzie coraz mniejsza.