Jako samorządowiec nie zgadzam się na lekceważenie ludzi, którzy jeszcze wierzą w demokrację lokalną – pisze w najnowszym felietonie Andrzej Porawski, dyrektor Biura Związku Miast Polskich.

Wojewoda łódzki wielokrotnie rozmija się z prawdą, motywując własny, wątpliwy z punktu widzenia swoich uprawnień „wniosek” do MSWiA o zmianę granic gmin Kleszczów i Bełchatów, hucznie zapowiedziany na konferencji prasowej i na stronie gov.pl 3 września 2021 r. Wiadomo przy tym, że „wniosek wojewody” nie jest przewidziany w procedurze inicjowania zmian podziału administra­cyjnego.

Następnie, poprzez swoją rzeczniczkę i regionalne media publiczne, prowadzi wbrew zachętom organów gminy kampanię na rzecz przekonania mieszkańców o tym, że nie warto uczestniczyć w najwyższej formie demokracji lokalnej. Choć od roku 2011 przewiduje ją ustawa o samorządzie gminnym w przepisie szczególnym (art. 4c). Wynik referendum nie wiąże wprawdzie Rady Ministrów, ale w kraju demo­kratycznym wola ludu powinna być przynajmniej wysłuchana, a nie wyprzedzająco zignorowana.

Teraz wojewoda mówi mediom, że referendum „mogło być przeprowadzone szybciej”. Tylko że inicjatywa mieszkańców została zgłoszona władzom gminy bardzo szybko – już 16 września ub.r., a formalny wniosek o jego przeprowadzenie, poparty podpisami wymaganej liczby obywateli, zaraz po ich zebraniu i sprawdzeniu – 2 listopada ub.r., a więc znacznie przed terminem. Rada Gminy, po sprawdzeniu prawidłowości wniosku i przeprowadzeniu przygotowań wymaganych przez prawo, podejmuje stosowną uchwa­łę 25 listopada, wyznaczając dzień głosowania na najszybszy możliwy termin – 16 stycznia 2022 r. Wojewoda publikuje uchwałę Rady Gminy Kleszczów ws. referendum w Dzienniku Urzędowym Województwa Łódzkiego 30 listopada ub.r. Zatem wszyscy wiedzą…

16 stycznia br. 2599 osób spośród 2658 głosujących (97,8%) wypowiada się przeciwko zmianie granic, przy rekordowej frekwencji 55,7% uprawnionych.

Ale Rada Ministrów nie czeka na opinię. Nie przejmuje się lokalnym wysiłkiem, który – jak dziś widać – doprowadził do rekordowo silnego głosu ludu w sprawie zmian granic administracyjnych.

W sprzeczności z jasnym wyrokiem Trybunału Konstytu­cyjnego[1], dotyczącym terminu i procedury wydawania rozporządzeń, których skutki wchodzą w życie zaraz po ich wydaniu (wbrew zasadzie legalizmu oraz zasadzie budowania zaufania jednostki do państwa i stanowionego przez nie prawa), wydaje w dniu 27 grudnia 2021 r. rozporządzenie, w którym ta zmiana granic wchodzi w życie po 4 dniach, choć inna w tym samym akcie – dopiero po roku. Ale co tam Trybunał, nawet „własny”…

Cytując Klasyka, do osób odpowie­dzial­nych za cały ten partyjniacki „manewr prowiększościowy” chciałoby się powiedzieć: „Sp…, dziady!”…

Jako samorządowiec nie zgadzam się – abstrahując od meritum kwestii podziału administra­cyjnego – na lekceważenie ludzi, którzy jeszcze wierzą w demokrację lokalną. Trzymam więc kciuki za obrońców tej demokracji, jako że zapowiadają dalszą batalię w tej ustrojowo ważnej sprawie.

Andrzej Porawski



[1] Wyrokiem o sygnaturze U 3/17 z dnia 1 czerwca 2017 r. Trybunał Konstytucyjny orzekł, że podobne rozporządzenie z 28 grudnia 2015 r. było niezgodne z Konstytucją. Trybunał orzekł, że „niedochowanie trybu należy ocenić jako naruszenie ustawy, a także naruszenie art. 92 ust. 1 Konstytucji, który wskazuje warunki wydawania rozporządzeń. Organ upoważniony do wydania rozporządzenia, naruszając tryb jego wydania, działa niezgodnie z zasadą legalizmu.” Dodatkowo Trybunał wskazał, że „rozporządzenie uchylające jest z 28 grudnia 2015 r., zostało więc wydane tuż przed planowanym wejściem w życie rozporządzenia uchylanego (czyli 1 stycznia 2016 r.). Takie działanie prawodawcze Rady Ministrów budzi wątpliwość co do jego zgodności z zasadą budowania zaufania jednostki do państwa i stanowionego przez nie prawa.”