Dramatyczna sytuacja w oświacie coraz bardziej rzutuje na ogólny stan finansów gmin i powiatów. Ogranicza możliwości finansowania rozwoju lokalnego i obniża jakość lokalnych usług publicznych.

Od 4 lat polskie samorządy przedstawiają merytoryczne argumenty i twarde fakty wskazujące na bardzo trudną sytuację polskiej oświaty, zdeformowanej działaniami byłej minister edukacji narodowej Anny Zalewskiej, a równocześnie w coraz większym stopniu niedoszacowanej, głównie w wyniku niezagwarantowania samorządom środków na wprowadzane podwyżki płac nauczycieli. 

Sytuacja staje się coraz bardziej dramatyczna, dotyczy wszystkich polskich samorządów i w coraz większym stopniu rzutuje na ogólny stan finansów gmin i powiatów, ograniczając nie tylko możliwości finansowania rozwoju lokalnego, ale także obniżając jakość lokalnych usług publicznych.

Niestety nie spotyka się to z reakcją rządu, który – zgoła odwrotnie – kreuje nieprawdziwy obraz samorządów opływających w dochody i ograniczających wydatki na zadania oświatowe.

Tymczasem prawda jest inna: tylko dzięki ogromnemu zaangażowaniu i odpowiedzialności samorządów terytorialnych, udaje się dzisiaj zagwarantować dzieciom i młodzieży odpowiednią jakość usług edukacyjnych.

Nie podejmując realnych, a nie tylko medialnych, kroków ratujących polską oświatę, rząd jeszcze bardziej pogłębia trudną sytuację placówek oświaty i wychowania oraz organów prowadzących. Odrywając się od realiów funkcjonowania systemu oświaty, rząd udowadniania, że odwrócił się od zdeformowanej przez Annę Zalewską polskiej oświaty.

Jaskrawym przykładem podejścia rządu do problemu finansów oświaty był przebieg spotkania Komisji Wspólnej Rządu i Samorządu Terytorialnego w dniu 30 października 2019 roku, poś­więconego w I części temu problemowi. Minister edukacji narodowej całkowicie ignorował nasze wystąpienia, opierające się na danych publikowanych przez Ministerstwo Finansów, zamiast tego podnosząc „argumenty”, że dzięki rządowi sytuacja finansowa samorządów jest wyjątkowo dobra i stać nas na dofinansowywanie szkół. Zapowiadał też, że decyzje rządu, podejmowane w roku 2019, poprawią sytuację. Kierowany przez niego resort nigdy nie odniósł się do opracowanego wspólnie przez Stronę samorządową „Raportu o finansowaniu oświaty w Polsce w latach 2004 - 2018”, opublikowanego 11 kwietnia 2019 r., zwyczajnie go ignorując.

Tymczasem z danych opublikowanych ostatnio przez resort finansów, uwzględniających już dochody i wydatki JST w r. 2019 wynika, że dramatycznie powiększająca się od 2017 r. luka finansowa w oświacie samo­rządowej wyniosła w roku 2019 rekordową kwotę niemal 26 mld zł, osiągając łącznie w latach 2017-19 aż 67,5 mld zł (lukę finansową definiu­jemy jako różnicę pomiędzy dochodami bieżącymi oświaty, w tym częścią oświatową subwencji ogól­nej, a wydatkami bieżącymi na oświatę. Nie uwzględniamy przy tym wydatków majątkowych na szkoły, które w omawianym okresie wyniosły 13,8 mld zł. Gdyby je uwzględnić, luka byłaby jeszcze większa, gdyż przekazane w tym czasie do JST dotacje inwestycyjne z budżetu państwa i państwowych jednostek stanowiły zaledwie 330 mln zł (2,8% wydatków majątkowych w oświacie). Nie bierzemy też pod uwagę programów unij­nych, do których dodajemy znaczący udział własny.

Poniżej przytaczamy, na podstawie baz danych Ministerstwa Finansów, dane, które pokazują wielkość i dynamikę luki finansowej w latach 2006 – 2019:

Z zestawienia zawartego w tabeli widać, że nawet powiaty, które do roku 2014 nie odczuwały oświa­towej luki finansowej, w ostatnich pięciu latach stanęły przed ogromnym wyzwaniem, zwłaszcza jeśli wziąć pod uwagę brak rezerw w całym systemie finansów powiatowych. Z kolei w ujęciu procentowym luka wzrosła naj­silniej w gminach wiejskich, którym nawet waga wiejska w algorytmie podziału subwencji już nie pomaga.

Zwracamy uwagę na fakt, że w ciągu ostatnich 3 lat (2017-19) luka w finansowaniu oświaty wyniosła łącznie 67,5 mld zł, podczas gdy w tych samych 3 latach łączny przyrost dochodów z udziałów JST w PIT i CIT, na który nader często powołuje się rząd, wyniósł tylko 35,3 mld zł i zaledwie skompensował wzrost bieżących kosztów funkcjonowania samorządów (cen energii, innych materiałów, usług, kosztów pracy). Poniższy wykres obra­zuje zatrwa­żającą dynamikę wzrostu luki finansowej oświaty w ostatnich latach.

Powstrzymać to może z jednej strony wywiązywanie się przez rząd ze swoich zobowiązań wobec oświaty, a z drugiej zgoda na swobodę samorządów w racjonalnym kształtowaniu sieci szkół. Jeśli to nie nastąpi, jedynym ratunkiem będzie wyznaczenie standardów edukacyjnych, w tym płacowych i finansowanie ich realizacji dotacja celową, pokrywającą 100% kosztów realizacji tych standardów.

Od samego początku[1] przyjęto, iż finansowanie oświaty opiera się na założeniu, że samorządy realizują funkcję gospodarza infrastruktury szkolnej, a państwo – w formie subwencji oświatowej – partycypuje w kosz­tach na poziomie pozwalającym na opłacenie pensji nauczycieli i pozostałych pracowników oświaty. Dlatego w latach 2004-2009 część oświatowa subwencji ogólnej była prawie równa (98%) wydat­kom płaco­wym w oświacie. Niestety od 2010 r. ta proporcja ulegała stopniowemu pogarszaniu: w roku 2016 subwencja starczała już tylko na 90,4% płac, a w r. 2019 było to już mniej niż 85% oświatowych wydatków płacowych. 

Podział, zakładający finansowanie wydatków płac­o­wych z sub­wencji oświatowej jest w pełni uzasadniony, ponieważ wysokość płac nauczycieli jest od lat ustalana w drodze negocjacji rządu i nauczycielskich związ­ków zawodowych. Nie mamy żadnego wpływu na po­ziom tych płac. Dodatkowo, występują też nieuzasad­nione ograniczenia nałożone na sposób realizacji zadania gospo­darza infrastruktury szkolnej: nie mamy pra­wa do racjonalnej organizacji sieci szkół – jest ona uzależniona od zgody kuratorów, którzy ignorują wymogi racjonalności organizacyjnej, nie ponosząc żadnej odpowie­dzialności za skutki podejmowanych decyzji.

Zwracamy też uwagę na fakt, że transfery z budżetu państwa na dofinansowanie tej części oświaty w Pols­ce, za którą odpowiadają JST, systematycznie zmniejszają się także w relacji do całości budżetu państwa i do PKB (wykres), co potwierdza, że rząd przykłada coraz mniejszą wagę do stanu finansów polskiej edukacji. 


Trzeba zatem postawić pytanie, co jeszcze musi się zdarzyć, aby rządzący zrozumieli wreszcie, że dłużej takiej sytuacji nie da się utrzymać?

Bez zwiększenia nakładów na polską edukację znacznie obniży się jej jakość, mimo, że w tej sprawie samorządy terytorialne zdały doskonale egzamin, dbając, by była ona na jak najwyższym poziomie i udowadniając, że edukacja jest dla nich absolutnym priorytetem.

Wzywamy rząd do natychmiastowej rewizji poglądów na temat potrzeb finansowych systemu oświaty – nie da się dłużej ignorować faktów i liczb.

Nie można dłużej tolerować destrukcyjnego przerzucania odpowiedzialności za działania systemu oświaty na samorządy terytorialne bez zagwarantowania adekwatnych środków finanso­wych na ich realizację.

Niezbędne jest podniesienie w ciągu 2-3 lat wydatków publicznych na edukację i naukę w Polsce do poziomu średniej krajów Unii Europejskiej i OECD.

Tylko realna, partnerska współpraca rządu z samorządami terytorialnymi może doprowadzić do uratowania systemu oświaty.

(Powyższy tekst jest efektem oceny przez Andrzeja Porawskiego i Marka Wójcika zestawień przygotowanych w Biurze ZMP przez dr. Jana M. Czajkowskiego na podstawie danych publikowanych przez Ministerstwo Finansów)

[1] Tak było po przejęciu przez gminy szkół podstawowych i gimnazjów. Powiatom, które „startowały od zera”, starano się zapewnić subwencję oświatową na poziomie całkowitych kosztów prowadzenia szkół średnich. Nowa ustawa o dochodach JST z 2003 roku zachowała te zasady, przestrzegane aż do 2009 roku.