W opinii ZMP podwyżki wynagrodzeń dla nauczycieli są źle policzone. Trwają rozmowy ekspertów. Kontrowersje dotyczą 600 mln. zł.

Samorządowcy podczas roboczego spotkania zespołu ekspertów rządowo-samorządowych 12 kwietnia otrzymali od MEN materiały i kalkulacje sposobu liczenia podwyżek. Dokonano precyzyjnego wyliczenia kosztów podwyżek. Uznano, że można przyjąć bez większych zastrzeżeń, że kwota 1,926 mln zł oddaje skalę podwyżek, w podstawowym standardzie. W tej kwestii osiągnięto kompromis.

Wątpliwości dotyczą środków na podwyżki. I tu zaczyna się problem, bowiem podniesiono subwencję o 1,166 mln zł i zwolniono JST z płacenia dodatków mieszkaniowych, co daje sumę 126 mln zł, ale pozostałe 600 mln zł ma pochodzić z oszczędności, które wynikają ze skutków zmian dotyczących: urlopów dla poratowania zdrowia, prawa oświatowego oraz kształcenie dla dorosłych. - Kwestionujemy te 600 mln zł. Mamy twarde dowody na to, że to założenie dotyczące oszczędności w tych pozycjach jest szacunkiem fałszywym. Na przykład nie zaoszczędzimy 68 mln zł na urlopach dla poratowania zdrowia, bo mamy już 887 nauczycieli na 30 września, więcej niż w latach poprzednich. Te 600 milionów zostało źle wyliczone. Nie oszczędzamy wcale na zmianach, a w niektórych przypadkach będziemy nawet dopłacać – mówi Marek Wójcik, pełnomocnik Zarządu ZMP ds. legislacyjnych.

Rozmowa zespołu eksperckiego opiera się na danych SIO, które są dostarczane do systemu 31 marca i 30 września. Ze względu na kontrowersyjne 600 mln zł ustalono, że następne spotkanie zespołu odbędzie się w połowie maja, aby dyskusja opierała się na świeżo zebranych danych. - Gdyby okazało się, że faktycznie szacunki są fałszywe, to zobligowaliśmy resort do szukania pokrycia niedoborów już teraz. Kompletnie się nie zgadzamy, aby źródłem pokrycia tego niedoszacowania była rezerwa subwencji oświatowej – zapowiedział na spotkaniu ekspert ZMP.